Po co tata się wziął za pisanie?

Długo się do tego zbierałem, bo Paulo Coehlo to ze mnie raczej nie będzie, ale jednak w mym szaleństwie jest metoda. O tatusiowym blogowaniu myślałem jeszcze zanim urodziła się moja córeczka, zanim przypadkiem i służbowo wkręciłem się na krzywy ryj na branżuniowy statek blogosfery i mediów społecznościowych. Chciałem przelać emocje na papier (ekran) i podzielić się z innymi przyszłymi ojcami (i matkami). Napisać, żeby się nie denerwowali, żeby się dobrze przygotowali i czekali na ten moment, który zdarzyć się może raz, dwa, może trzy w życiu przeciętnego europejczyka. Człowiek, który dowiaduje się, że będzie rodzicem (przynajmniej tak było w moim wypadku, ale chyba podobnie mieli moi znajomi) jest rozdzierany przez radość, miłość i poczucie niepewności o własny los, zdrowie swojej ciężarnej (choć jeszcze nie widać) żony i los swojego dziecka. Rozrywa go na pół pytanie, czy bardziej chciałby córkę, czy bardziej syna a potem miażdży myśl: “a co jeśli będą bliźniaki, a jak trojaczki to zbankrutuję”. Stało się. Będziesz ojcem! Weź się w garść! Pierwszy odruch (made in Poland), dawać mi tu jakąś flachę. Potem kac, ból głowy i setki myśli…

Wtedy przyszła pierwsza myśl o założeniu bloga. Żeby opowiedzieć wszystkim o tym, co czuję, o szarpiących mną emocjach, ale też o tym jak się przygotować do tacierzyństwa i jak być super tatą. Pomyślałem też, że jeśli się uda, jeśli ktoś to będzie czytał, to być może zbuduje się wokół tego jakaś społeczność. Taka psychologia tłumu.  Szukałem wsparcia byle gdzie, a w końcu rzeczy wymagające odwagi zawsze łatwiej robić w grupie. Teraz z perspektywy czasu (Nina ma już ponad rok) wiem, że te wszystkie emocje są dobre, że potrzebny jest dobry reset po którym z roztrzepanego gówniarza człowiek się zmienia (jeśli dobrze pójdzie) w dojrzałego ojca (czasem z dnia na dzień czasem nieco wolniej). Zdajesz sobie sprawę z tego, że jego każdy ruch w konsekwencji ma wpływ nie tylko na Ciebie, ale też na Twoją (o zgrozo!) rodzinę.

Tytuł tego posta wymyśliłem jeszcze kiedy moja druga połówka była w ciąży, z małym słodkim brzuchem, który w dorosłym chłopie (185cm, 100kg) wzbudzał takie emocje, że płakać mu się chciało, ze szczęścia oczywiście (naprawdę). Z listą tytułów wpisów na bloga w notatniku telefonu chodziłem przez rok. Pokazałem ją paru osobom, próbowałem ją skonsultować z blogerami-gwiazdorami, ale po tym jak mnie kiedyś Kominek olał na jakiś czas dałem sobie spokój (Tomek, rozumiem, groupies są ważniejsze niż jakiś tam wannabe bloger ;). Już wtedy w pracy zajmowałem się mediami społecznościowymi, marketingiem internetowym i zacząłem się interesować blogosferą. Przyszedł moment, w którym formalnie mogłem objąć takie stanowisko. Ze specjalisty ds. marketingu programów międzynarodowych na uczelni dobrowolnie przeszedłem na stanowisko specjalisty ds. nowych mediów. Z punktu widzenia osobistej marki był to wtedy trochę strzał w stopę, ale liczyłem na to, że nauczę się więcej o marketingu w sieci, o blogerach, o socjalu i o społecznościach. Wtedy jeszcze chodził mi po głowie temat mojej pracy magisterskiej, czyli jak budować zaangażowanie (takie na żywo) studentów w życie i działalność uczelni. Polskie uczelnie mają z tym duży problem. To właśnie ten temat leży u źródła mojego zainteresowania mediami społecznościowymi. W tamtym czasie kilku znajomych pisało, niektórzy z fajnymi wynikami, no i moje zainteresowanie wolnością słowa i zgorszenie wywołane padającymi na pysk przed wielką kasą i władzą mediami tradycyjnymi, przypomniały mi w pewnym momencie o mojej liście artykułów.
Niestety piękni, młodzi, niewyspani jeśli mają wolne 10 minut wolą drzemkę od nauki wordpressa, więc premiera mojego bloga musiała jeszcze poczekać.

W końcu, po wielu miesiącach przemyśleń i rozważań, kilku konsultacjach z mędrcami blogosfery i przyspieszonym kursie WP (click, click, click: done!) jestem i mam nadzieję, że na jakiś czas zostanę. Dopracuję w końcu ten cholerny layout i nawet dołożę dodatkowe sekcje, choć wiele osób mnie przed tym przestrzega, bo blogi to podobno strata czasu ;).  Zachęcam Was do czytania i komentowania moich wpisów, nie tylko jeśli macie albo planujecie mieć dzieci. Będę pisał o wszystkim tym co lubię i co mnie drażni. Podobno mój punkt widzenia jest przeważnie inny niż ogółu. Lubię bronić swojego zdania. Jeśli się mylę, wytłumaczcie mi dla czego. Jeśli czegoś nie widzę, otwórzcie mi oczy. Przede wszystkim, uczcie się na moich błędach jeśli macie ochotę, albo popełniajcie własne tak jak ja bym to zrobił.

Rodzi się BLOG 🙂

Advertisements

6 thoughts on “Po co tata się wziął za pisanie?”

  1. No nieźle, nie spodziewałem się takiej otwartości.
    Jako, że z natury jestem upierdliwy, to przyczepię się do… hmm na razie nic nie mogę znaleźć 🙂

      1. Może i tak. Czasem jednak ciekawa treść odciąga uwagę od formy – na blogach niezwykle rzadko 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s