Skarb jedzie do Ameryki – obalamy mity o wizie do USA

Kilka tygodni temu nasza przyjaciółka Ania, która robi badania w ramach programu PostDoc na uczelni w Baltimore i od dawna zapraszała nas do siebie w odwiedziny, podesłała nam link do bardzo tanich biletów do Nowego Jorku. Trafiały się wcześniej promocje, gdzie bilet kosztował 1600, czy nawet 1300zł… ale 800zł za osobę w obie strony przez Londyn, British Airways i Virgin Atlantic? WOW! Tak się złożyło, że akurat byłem po wypłacie i miałem parę groszy na koncie. Postanowiłem zaryzykować i kupić bilety dla całej naszej trójki, bez wiz. Mimo braku pewności, że w ogóle będziemy mogli pojechać, kupiłem bilety płacąc mniej, niż za podróż w jedną stronę do L.A. w 99 roku (wtedy chyba 2000$ po różnych zniżkach studenckich itp.). Takiej okazji nie mogłem przepuścić.

US_Flag_Backlit

Jedna z pierwszych informacji widocznych na stronie ambasady mówi, żeby absolutnie nie podejmować żadnych nieodwracalnych decyzji związanych z podróżą do USA, takich jak zakup biletów właśnie, przed otrzymaniem wizy, a my nawet jeszcze nie zapłaciliśmy opłaty wizowej. Cóż, ryzyk fizyk. Szczerze mówiąc trochę się bałem, że mój wniosek zostanie odrzucony. Moją ostatnią wizę trochę przesiedziałem. Byłem w USA na studenckiej wizie J1 w 1999 roku i przed wyjazdem musiałem zdać egzamin GED, to taka eksternistyczna matura, dzięki której mogłem potem w Polsce iść na studia. Termin egzaminu był ustalony na kilka dni po wygaśnięciu mojej wizy, a potem jeszcze musiałem spotkać się z konsulem RP w L.A. W sumie to były może ze dwa tygodnie, ale zawsze dla urzędnika mógłby to być powód odrzucenia mojego wniosku.

Czytając w necie informacje o tym jakie ludzie mają problemy i ilu zasad trzeba bezwzględnie przestrzegać wymyślałem sobie jeszcze milion innych powodów, dla których mogę wizy nie dostać i wiecie co? Większość z tych informacji to bzdura. Siedząc w poczekalni przed rozmową z wicekonsulem (którą wyobrażałem sobie zupełnie inaczej, niż 3 minutową pogawędkę przez pancerne okienko), widziałem ludzi, którzy czekali tak jak my. Nie dziwi mnie to, że więcej niż 1 na 10 wniosków jest odrzucanych, a Polacy nadal nie mają szans na ruch bezwizowy do USA. Paniusia, która patrząc na wielką strzałkę “WIZY W PRAWO” (tak, po polsku), skręca w lewo i gubi się w podziemiach ambasady, czy gość, który słyszy informacje “okienka 2 do 4” idzie do szóstego… nawet nie chcę wiedzieć jakie pokrętne odpowiedzi wymyślają na pytanie, czy mają swoje mieszkanie, do kogo jadą, albo czym się zajmują.

Ogólnie w całym procesie wizowym chodzi o jedną tylko rzecz. Urzędnicy chcą się dowiedzieć, czy istnieje prawdopodobieństwo, że jedziesz do Stanów w celach zarobkowych i masz zamiar zniknąć wśród 300 milionów ludzi zaraz po wylądowaniu na Czikago Ołher, no i czy nie jesteś terrorystą. Jeśli masz w Polsce pracę, rodzinę, dom, wizę dostaniesz prawie na bank. Tylko nie ściemniaj, bo wszystko da się sprawdzić. Poza tym jeśli ktoś wygląda na typowego robotnika lub hodowcę trzody chlewnej i twierdzi, że jedzie do Hameryki zwiedzać Kapitol, to raczej ma przerypane. Niestety obawiam się, ze ocena konsula może być subiektywna i nikt mu nic nie zrobi jeśli tak będzie.

Ale po kolei. Jak wygląda proces wizowy (do uzyskania wizy turystycznej albo biznesowej, czyli nieimigracyjnej):

1. Zakładasz konto na stronie http://www.ustraveldocs.com podając swój adres e-mail.

2. Robisz sobie fotkę zgodną ze wskazaniami na stronach ambasady (55mm x 55mm en face, czyli z twarzą na wprost), najlepiej postaraj się od razu o wersję elektroniczną, drukowana pewnie nie będzie Ci w ogóle potrzebna. Tak na prawdę trzymając się tych wskazań można sobie zrobić fotkę samemu na tle białej ściany, tylko trzeba zadbać o odpowiednie światło pod kątem, żeby nie było widać cienia na ścianie. Nie uśmiechaj się.

3. Wypełniasz formularz DS-160, w którym jest cała masa różnych pytań o dane Twoje, rodziców, osoby do której jedziesz, albo kogoś kogo tam znasz (nie jest wymagane), Twojej pracy w Polsce, wykształcenia. We wniosku musisz też odpowiedzieć na kilkanaście pytań, które mogą się wydawać zabawne, np. czy jesteś członkiem jakiejkolwiek organizacji przestępczej, albo terrorystą, czy kiedyś porwałeś i przetrzymywałeś jakiegoś obywatela USA wbrew jego woli. Cóż, widocznie ma to jakiś sens, którego nie będę się doszukiwał.

4. Na końcu wniosku załączasz zdjęcie. Jest tam bardzo fajne narzędzie, które pozwala odpowiednio przyciąć fotografię. Ma na środku dwa kółka (jedno wpisane w drugie), w których musisz zmieścić całą głowę i twarz i odpowiednio powiększyć lub zmniejszyć fotkę.

5. Potem podpis. Jeśli wypełniasz wniosek osobiście zaznaczasz, że tak. Jeśli ktoś Ci pomaga, jest tam miejsce, żeby wpisać dane osoby, która udzieliła pomocy. Podpis polega na podaniu danych i potwierdzeniu, że Ty to Ty przyciśnięciem przycisku.

6. Wydrukuj sobie potwierdzenie złożenia wniosku – bez tego nie masz co iść do ambasady (podobno). Dla bezpieczeństwa prześlij go sobie mailem, jest tam taka możliwość. Możesz też wydrukować wszystkie swoje odpowiedzi na pytania. Co ważne, potem już nie ma do nich wglądu, więc żeby się nie denerwować i nie zastanawiać “co ja tam wpisałem”, po prostu go sobie druknij.

7. Opłata wizowa. W tej chwili jest to nieco ponad 500zł i można jej dokonać bezpośrednio po zakończeniu wypełniania formularza d-160. Wbrew informacjom na stronach ambasady, ja nie mogłem opłacić wizy bezpośrednim przelewem internetowym ani kartą. Obydwie te możliwości były nieaktywne. Dostałem numer, który musiałem wpisać w tytule przelewu, który potem wysłałem ze strony swojego banku. Sumę za trzy wizy (moją, żony i córki) wpłaciłem jednym przelewem internetowym (mBank). Potem na stronie ustraveldocs.com mogłem sprawdzić czy płatność już doszła (pamiętając numer wpisany w tytule przelewu) i zarezerwować termin wizyty w ambasadzie. Teoretycznie może to trwać do dwóch dni roboczych.

8. W moim przypadku przelew pojawił się w systemie i ustalenie terminu wizyty w ambasadzie było możliwe już następnego dnia. Na wizytę mogliśmy się umówić rodzinnie. Małych dzieci, dla których staramy się o wizę w ogóle nie trzeba zabierać ze sobą (chyba do 14 roku życia, ale sprawdź czy na pewno). Termin wizyty wybrałem dokładnie na 7 dni później (jeden z pierwszych dostępnych). Do wyboru jest kilka dat. W szczycie sezonu wizowego (przed wakacjami) może to wyglądać nieco inaczej. Wybraliśmy godzinę 8.00 rano, co okazało się trafnym wyborem. Już chwilę później poczekalnia wypełnia się ludźmi, a numerki schodzą co raz wolniej. Sugeruję wybierać wczesne godziny poranne.

9. Na dokumentach, które otrzymasz po wypełnieniu formularza d-160 (potwierdzenie złożenia wniosku wizowego i potwierdzenie umówienia wizyty, które dostaniesz mailem) jest napisane, żeby nie przychodzić wcześniej, bo Cię nie wpuszczą i będziesz stać w kolejce przed ambasadą. Godzina wizyty wybrana w systemie rezerwacyjnym i wpisana na dokumentach to moment, w którym powinieneś się pojawić pod furtką. W rzeczywistości jest nieco inaczej. Przy nas wszedł do ambasady starszy pan, który miał tam być na 9. i wyszedł z załatwioną sprawą wcześniej niż my, więc to nie do końca jest prawda. Być może te zasady są bardziej surowo egzekwowane kiedy jest więcej chętnych. O 8.00 rano stanęliśmy pod ambasadą tylko my i 5 czy 6 innych osób.

10. Wizyta. Weź dokumenty (paszport, wniosek, twój i dziecka jeśli starasz się o wizę dla rodziny). Nie bierz plecaka, ani damskiej torebki (!) bo nie wejdziesz z nią do ambasady i nie ma ale, pan ochroniarz telefon przechowa, ale torebki już nie. Na przeciwko ambasady jest firma, która oferuje przechowanie rzeczy i trzeba za to (podobno) zapłacić dychę. Pamiętaj, że w pobliżu ambasady jest słabo z parkowaniem. My oczywiście za późno wyszliśmy z domu i wjechaliśmy w korek na pięknej co spowodowało, że musieliśmy zaparkować auto pod Trasą Łazienkowską. Ostatnie 1,5 kilometra pokonaliśmy sprintem, pod górkę 🙂 Telefon trzeba oddać ochroniarzowi przy wejściu w zamian za numerek. Potem skanowanie Heimannem jak na lotnisku, zdejmowanie biżuterii, wyjmowanie rzeczy z kieszeni i jesteś na terenie ambasady. Po kolei musisz podejść do stanowiska, gdzie pracownicy ambasady wstępnie skanują i układają Twoje dokumenty. Okazało się, że kod na wniosku Pauliny nie chciał się zeskanować, więc bardzo miła pani zaprowadziła nas do osoby, która poklikała chwilę w kompie i ogarnęła temat przydzielając jej nowy kod. Potem idziesz na dół, podchodzisz do okienka (my podeszliśmy razem, bo na wizytę umawialiśmy się rodzinnie), skanują Twoje odciski palców i dostajesz numerek do następnego okienka.

11. Rozmowa z wicekonsulem. Kilkanaście do kilkudziesięciu minut później podchodzisz do ostatniego okienka, w którym zostanie Ci zadane kilka pytań. Cel podróży. Czym się zajmujesz. W jakich krajach byłeś/aś wcześniej. Czy jesteś właścicielem/właścicielką domu w którym mieszkasz. Po tej krótkiej spowiedzi (5 może 10 minut) od razu dostaliśmy informację, że każde z nas otrzymuje wizę na 10 lat.

12. Odbiór wizy. I tutaj ciekawostka. Wypełniając wniosek zaznaczyłem, ze chcę odebrać nasze wizy w bazie TNT na Annopolu. mieszkamy niedaleko, więc to dla nas idealne rozwiązanie. Dopiero w ambasadzie dowiedzieliśmy się, że dzięki temu nasze wizy będą do odbioru już następnego dnia po 14.00! Czyli w sumie cały proces trwał w naszym przypadku 8 dni. W czwartek złożyłem wniosek d-160 i dokonałem opłaty z konta internetowego, w piątek umówiłem się na spotkanie na kolejny czwartek a dzień później wiza była gotowa.

IMG_0840

I to wszystko. Zero problemu. Cały proces jest bardzo prosty. Jeśli nie jesteś Heńkiem z lasu, albo totalnym nieogarem, nie wymyślasz cudów na rozmowie, moim zdaniem nie da się tej wizy nie dostać. Pewnie istnieje taka możliwość, że wicekonsul podejmuje decyzję o przyjęciu Twojego wniosku w ciągu pierwszych 5 sekund spotkania w oparciu o to jak wyglądasz i jak mówisz dzień dobry, więc warto zadbać o pierwsze wrażenie.

Tak czy inaczej, na Wielkanoc lecimy do Hameryki. Minęło 15 lat odkąd tam byłem, no i tym razem jedziemy na wschodnie wybrzeże. Pewnie przynajmniej częściowo będziemy podróżować w mój ulubiony sposób, czyli wynajmiemy sobie autko i pozwiedzamy z poziomu gruntu. Jeśli ktoś ma jakieś sugestie odnośnie tego co powinniśmy zobaczyć, jak podróżować, gdzie jeść, gdzie spać (NY, Baltimore, Miami, może Nowy Orlean może LA na chwilę, zobaczymy) proszę o info, na pewno się przyda.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s